poniedziałek, 9 września 2013

U lekarza

 Byłam dzisiaj u lekarza, tak, tak- "przychodzi baba do lekarza, a lekarz też baba", ale nie tym razem- mężczyzna, kole 40-stki, wysoki, szczupły, chyba kawaler, tzn. brak obrączki nie świadczy, ale mój nos mi to mówił...nie podobał mi się, nie w moim typie. W zasadzie nie mam określonego typu, ale potrafię powiedzieć , który nim nie jest, ten nie był. Badał mi brzuch, dobrze, niech będzie -macał, w związku z konkretną dolegliwością, ale nie czułam się z tym komfortowo, a jak wypalił- "Czy pani sobie używa?" (zaznaczam, że to nie ginekolog, nie seksuolog itp.), to już poczułam się co najmniej dziwnie i nie wiem co odpowiedziałam;)


niedziela, 8 września 2013

Krótka pamięć

 No, i po wakacjach. Jak zwykle było duuużo planów, a niewiele z tego wdrożyło się w życie, np. remont mieszkania. Trudno. W pracy za to kocioł, a pan Miecio- ochroniarz, złożył mi propozycję ożenku, gdym opalona, wypoczęta i ogólnie jakaś taka wygładzona, wróciła po urlopie do firmy. Miło, ale przypomniałam panu Mieciowi, że ma już żonę, a wielożeństwo, póki co, w naszym kraju oraz  kulturze jest zabronione i niemile widziane. Co innego - kochanki, nałożnice i inne, te były, są i będą.
Ale wspomniany uroczy pan ma swoje niezłomne zasady i żadne takie nie wchodzą w grę. Póki co, pozdrawiam szanowną mieciową małżonkę, życząc wszystkiego najlepszego z okazji długiego wspólnego pożycia, tak długiego, że można było o nim zapomnieć ;-)



                             Pan Miecio troszkę podobny do Chaplina, ten wąsik, ach ten wąsik ;-)
Poczekam...


czwartek, 11 lipca 2013

Głowa mnie boli


Dzisiaj zapytałam  przyjaciela, co lub kogo zabrałby ze sobą na bezludną wyspę. Po długim namyśle odparł, że kotkę Kiniusię, bo ona zawsze zadowolona jak ją drapie za uszkiem, mało je, jak trzeba to zapoluje, no i nie zrzędzi, a poza tym będzie oczekiwał, że ktoś trafi jeszcze na tę wyspę i to będzie wspaniała kobieta o cudownych kształtach i bystrym umyśle...Na to ja odparłam, że ja się na wyspę nie wybieram, tak więc może się nie doczekać...

Kotka w wersji zimowej

środa, 26 czerwca 2013

Ona i On


Jak kobiety reagują otrzymując kwiaty od mężczyzn, a nie daj Boże przy tym wyznanie, czy o tę rękę proszenie ;)

Związki

   Niektórzy to potrafią tworzyć związki- ja nie. Zawsze byłam antyzwiązkowa, próbowałam zaleźć przyczynę tego - np. w  relacjach z Rodzicielem, ale nie znalazłam...Już samo brzmienie wyrazu -związek , przeraża mnie i ma jakiś taki przytłaczający ciężar gatunkowy z gatunku psychologicznych dramatów obyczajowych.
Muszę nadmienić, że nie mam już 20 lat i to chyba widać? słychać? i czuć?
Jak słyszę o budowaniu związku to oczami wyobraźni widzę ogromny gmach modernistyczny, budowany z mozołem -cegła po cegle, przez jednego robotnika i jedną robotnicę. Muszą murować w jednym tempie, bo inaczej dochodzi do zgrzytów, jedna cegła moja, druga twoja...Najgorzej jak na horyzoncie pojawi się inna robotnica lub robotnik i zaoferują swą pomoc, a na trzy pary rąk murowanie nie idzie już tak sprawnie.


Oni poradzili sobie z murowaniem....

wtorek, 25 czerwca 2013

Jeszcze dziś

     A jednak dzisiaj.... i tak nic mi się nie chce, nie nowość , wiem, wiem-  praca, praca i tylko praca, bo licząc na szczęście w życiu można się przeliczyć, ale cóż na to poradzę, że zwyczajnie mi się nie chce. Mam świadomość, że największą popularnością cieszą się blogi o modzie i gotowaniu, no ale do mody mam zbyt duży dystans- zaczęłabym się wygłupiać, założyłabym jakiś ciuch z szafy mojej szanownej mamy emerytki, która lubi hodować, prócz roślin doniczkowych, wszelkie relikty przeszłość, w tym ciuchy np. spodnie z grempliny i wmawiałabym Wam, drodzy czytelnicy, że to będzie hit w sezonie -jesień 2013. Natomiast gotowania nie lubię- oczywiście gotuję, dziecię chce jeść, od rana woła- jeeeśćć!!! Dlatego, nie chcem, nie lubiem, ale muszem. Wychodzi na to, że nie mam żadnych talentów. Jak to jest , że o jednym mówimy, że -wielce utalentowany, że ma dar boży, że posiada liczne talenty, a inni, czyli ja na ten przykład, wzbudzam litość i mówi się o mnie, no tak, Pan Bóg nie wszystkich hojnie obdarzył, albo -pewnie ma ukryte talenty- może gwizdać umie na czterech palcach- nie! nie umie!! Ponadto jestem niesystematyczna, niezdecydowana, rozmemłana, boję się ciemności, uprawiam czarnowidztwo- z jednej strony, a z drugiej mówię - dooobra, jakoś to będzie ;-)
Przez lata miałam przeświadczenie, że mam swoistego pecha, tzn., że gdy gdzieś się pojawię, to coś się wydarzy przykrego, choć ekscytującego - np. jeden jedyny raz byłam w Paryżu, w Luwrze  i akurat w tym dniu musiała mieć miejsce zuchwała kradzież płótna Corrota "Droga do Serves", nie zdążyłam zobaczyć Vermeera, bo ochrona zamknęła sale z ekspozycjami, a zwiedzających trzymali w zamknięciu parę godzin, co słabsi mdleli, a obrazu i tak nie znaleźli...Tak to było...



Malować też nie umiem, hi hi..


                                  Taka jestem dzisiaj nieubrana, chyba zacznę pisać od jutra ;-)