A jednak dzisiaj.... i tak nic mi się nie chce, nie nowość , wiem, wiem- praca, praca i tylko praca, bo licząc na szczęście w życiu można się przeliczyć, ale cóż na to poradzę, że zwyczajnie mi się nie chce. Mam świadomość, że największą popularnością cieszą się blogi o modzie i gotowaniu, no ale do mody mam zbyt duży dystans- zaczęłabym się wygłupiać, założyłabym jakiś ciuch z szafy mojej szanownej mamy emerytki, która lubi hodować, prócz roślin doniczkowych, wszelkie relikty przeszłość, w tym ciuchy np. spodnie z grempliny i wmawiałabym Wam, drodzy czytelnicy, że to będzie hit w sezonie -jesień 2013. Natomiast gotowania nie lubię- oczywiście gotuję, dziecię chce jeść, od rana woła- jeeeśćć!!! Dlatego, nie chcem, nie lubiem, ale muszem. Wychodzi na to, że nie mam żadnych talentów. Jak to jest , że o jednym mówimy, że -wielce utalentowany, że ma dar boży, że posiada liczne talenty, a inni, czyli ja na ten przykład, wzbudzam litość i mówi się o mnie, no tak, Pan Bóg nie wszystkich hojnie obdarzył, albo -pewnie ma ukryte talenty- może gwizdać umie na czterech palcach- nie! nie umie!! Ponadto jestem niesystematyczna, niezdecydowana, rozmemłana, boję się ciemności, uprawiam czarnowidztwo- z jednej strony, a z drugiej mówię - dooobra, jakoś to będzie ;-)
Przez lata miałam przeświadczenie, że mam swoistego pecha, tzn., że gdy gdzieś się pojawię, to coś się wydarzy przykrego, choć ekscytującego - np. jeden jedyny raz byłam w Paryżu, w Luwrze i akurat w tym dniu musiała mieć miejsce zuchwała kradzież płótna Corrota "Droga do Serves", nie zdążyłam zobaczyć Vermeera, bo ochrona zamknęła sale z ekspozycjami, a zwiedzających trzymali w zamknięciu parę godzin, co słabsi mdleli, a obrazu i tak nie znaleźli...Tak to było...
Malować też nie umiem, hi hi..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz